Polska homofobią stoi

Polska jest jednym z najbardziej homofobicznych krajów Europy. Niby o tym wiem, bo dobrze znam wyniki sondaży opinii Polaków na temat homoseksualistów, ich praw i należnego im miejsca w społeczeństwie. Ale i tak przy okazji publikowania kolejnych badań z niedowierzaniem patrzę na strzeliste słupki homofobii wyróżniające nasz kraj na tle Europy. W mijającym tygodniu ukazał się ciekawy sondaż przeprowadzony przez PBS, który nie tylko pokazuje negatywne opinie na temat homoseksualizmu, ale również rzuca nieco światła na temat przyczyn takiego stanu rzeczy.

Z sondażu wynika, że zdecydowana większość Polaków (70%) jest przeciwna prawu homoseksualistów do adopcji dzieci. Za dopuszczeniem takiej możliwości opowiada się zaledwie 17%. Jednak, jak wyjaśniają liczni komentatorzy, ten wynik nie musi brać się z niechęci do samych homoseksualistów. Ludzie boją się, że taka adopcja mogłyby wpłynąć na orientację seksualną młodych ludzi albo że po prostu zabrakłoby w codziennym życiu dziecka stałej obecności jednej z płci. Z ostatnim argumentem trudno się nie zgodzić, ale dotyczy on także wychowania dzieci przez samotnych rodziców. Przy okazji pisania tego artykułu, zastanawiałem się, jak ja bym odpowiedział na to pytanie. Po krótkim namyśle zakwalifikowałem siebie do tych 17%, choć nie bezwarunkowo. Uważam bowiem, że w pierwszej kolejności prawo do adopcji powinny mieć pary heteroseksualne, bo lepiej jest dla dziecka, jeśli może obserwować wzorce zachowania obu płci w domu rodzinnym. Ale jeśli takich par byłoby mniej niż dzieci potrzebujących adopcji lub opieki zastępczej, to wolałbym, aby przygarnęła je para homoseksualna albo osoba żyjąca samotnie lub w jakimś innym związku. Pracowałem swego czasu w domu dziecka i wiem, jaką tragedią jest dla małego człowieka bezowocne czekanie na adopcję lub rodzinę zastępczą. A dom dziecka na pewno nie jest dobrym miejscem dla dzieci, przynajmniej jeśli chodzi o dłuższy pobyt.



Wróćmy jednak do wyników sondażu. Kolejne ciekawe pytanie: czy zgadzasz się, aby pary homoseksualne miały prawo do zawierania małżeństw? "Tak" odpowiada 30% badanych, "nie" 56%. W przypadku tego pytania już nie mam wątpliwości, jak bym odpowiedział. Oczywiście, że się zgadzam, bo dlaczego pary jednopłciowe nie mogłyby mieć prawa do tej dość już anachronicznej formy sformalizowania związku dwojga ludzi? Co bardziej konserwatywni komentatorzy twierdzą, że małżeństwo jest przywilejem związanym z posiadaniem dzieci, wiążą się z nim ulgi podatkowe i dlatego powinno być dostępne tylko dla par heteroseksualnych, bo one dają szanse na prokreację. Jednak zgodnie z tym rozumowaniem małżeństwo powinno być dostępne tylko dla par heteroseksualnych, które posiadają dzieci lub chociaż je planują. Ale przecież nie wszystkie pary chcą mieć potomstwo i często jest to ich bardzo świadomy wybór. Przy rozstrzyganiu tych kwestii warto pamiętać także o tym, że w parach jednopłciowych również, jakimś cudem, przychodzą na świat dzieci. Ostatecznie jednak odpowiedź na pytanie o dostępność małżeństw dla homoseksualistów można by od biedy wybaczyć naszemu społeczeństwu bez przyklejania łatki homofobii.

Niestety kolejnego pytania nie da się już obronić w żaden sposób: czy zgadzasz się, aby pary homoseksualne miały prawo do zawierania związków partnerskich? Na tak jest 40% respondentów, a "nie" odpowiada aż 46%. Niestety taki wynik nie jest pomyłką, a w wielu innych badaniach uzyskiwano podobne albo nawet mniejsze poparcie dla dostępności związków partnerskich dla gejów i lesbijek. Tych odpowiedzi nie da się wybronić jakimiś przywilejami podatkowymi, rodzeniem dzieci itp. Bo związków partnerskich jeszcze nie ma, a obecnie rozważane projekty nie zakładają możliwości wspólnego opodatkowania. Dają jedynie podstawowe, ludzkie prawo do normalnego życia, do otrzymania w pakiecie pewnych instytucjonalnych ułatwień, jak możliwość odwiedzania w szpitalu, decydowania o pochówku czy dziedziczenia, bez których trudno sobie wyobrazić normalne funkcjonowanie ludzi żyjących w związku. Zatem brak zgody większości Polaków na zawieranie związków partnerskich przez pary homoseksualne jest już homofobią i zwykłą próbą utrudniania życia ludziom, którym odmawia się prawa do normalnego funkcjonowania. Tak, normalnego, bo to są normalni ludzie, choć wiem niestety, że nie wszyscy Polacy tak sądzą.

Aby postawić kropkę nad i, warto się przyjrzeć odpowiedziom na pytanie: czy homoseksualizm jest chorobą i należałoby ją leczyć? "Tak" odpowiedziało 39% badanych, a "nie" 46%. Te proporcje są, wydawałoby się, bardziej optymistyczne, ale tylko z pozoru. Bo okazuje się, że mamy w Polsce niemal 40% obywateli, którzy w XXI wieku uważają homoseksualizm za chorobę i twierdzą, że należy ją leczyć. To ewenement na skalę Europy. Jak te 40% społeczeństwa wpadło na pomysł, że homoseksualizm to choroba? Przecież nie ze źródeł medycznych, bo medycyna już dawno skreśliła uprawianie seksu przez osoby tej samej płci z listy chorób, czy nawet zaburzeń. Jedynym wyjaśnieniem, dlaczego Polska tak bardzo wyróżnia się pod względem homofobii, jest silny wpływ Kościoła katolickiego na nasze społeczeństwo. Co ciekawe z innych badań wynika, że mniej więcej tyle samo, czyli około 40% Polaków deklaruje, że bierze udział w nabożeństwach 4 i więcej razy w tygodniu. I to właśnie w kościołach ludzie słyszą, że homoseksualizm jest grzechem, chorobą a w najlepszym razie trzeba wobec takich nieszczęśników wykazać się miłosierdziem w postaci modlitwy i skierowania na leczenie. Nawet słowa papieża Franciszka "jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać" niewiele zmieniają w tej kwestii. Zgodnie z nauczaniem Kościoła, jeśli homoseksualista poszukuje Boga i ma dobrą wolę, to wie, że uleganie własnym skłonnościom jest grzechem i powinien zgłosić się na leczenie albo skorzystać z wolnej woli i stłumić swój popęd seksualny. Smutne to.

Na koniec będzie bardziej optymistycznie. Bo choć przed Polską jest jeszcze długa droga do budowania tolerancyjnego społeczeństwa, to my na tej drodze już jesteśmy i konsekwentnie nią podążamy. Mimo że wyniki sondaży nie wskazują na zbyt dobre nastawienie do homoseksualistów, to w ostatnich latach i tak opinie na ten temat znacząco się zliberalizowały. Coraz częściej jeździmy za granicę do krajów o wyższym poziomie rozwoju społeczno-gospodarczego, gdzie sfery sacrum i profanum nie są połączone w tak symbiotycznym uścisku i obserwujemy, że uprzedzenia płynące z polskich ambon nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dostrzegamy, że społeczeństwa, które nie widzą problemu w homoseksualizmie, mają się całkiem dobrze, a współczynniki dzietności paradoksalnie są w nich wyższe. I my również pójdziemy tą drogą, bo akceptacja dla różnorodności jest jednym z naturalnych etapów rozwoju współczesnych społeczeństw. Trochę jesteśmy pod tym względem zapóźnieni, ale przed nami nie ma innej alternatywy. Już niedługo nasze dzieci będą z niedowierzaniem dowiadywać się na się na lekcjach historii, że na początku XX w. były w Europie kraje, w których kobiety nie miały prawa wyborczego, a na początku XXI w. istniały jeszcze państwa, które nie uznawały prawa homoseksualistów do zawierania sformalizowanych związków. Od nas tylko zależy, jak szybko to nastąpi.
Trwa ładowanie komentarzy...