O autorze
Jestem psychologiem społecznym. Dotychczas pracowałem w różnych miejscach: byłem psychologiem w domu dziecka, adiunktem na Uniwersytecie Łódzkim, ekspertem w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Obecnie kieruję agencją badawczą INSE Research. W wolnych chwilach piszę komentarze do prasy codziennej (Gazeta Prawna, Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza). Zapraszam do lektury i dyskusji.
Twittuję
Facebook

Zoo to nie jest dobre miejsce dla żyraf

Zmarła kolejna żyrafa w łódzkim zoo. To już czwarta w ciągu ostatnich miesięcy. Trzyletnia samica padła w środę wieczorem, a przeprowadzona sekcja zwłok nie wykazała żadnych chorób ani wad wrodzonych. Czy i tym razem ogród zoologiczny i "miłośnicy" zwierząt zrobią wszystko, by nabyć nową żyrafę i historia powtórzy się po raz kolejny?

Pracownicy zoo mówią, że Lokatka, bo tak miała na imię zmarła żyrafa, była w bardzo dobrej formie i znajdowała się pod troskliwą opieką personelu. To dlaczego zmarła w wieku trzech lat? Dlaczego padły poprzednie żyrafy? Pierwsze dwie zmarły w wyniku stresu spowodowanego obecnością wandali, którzy głośno zachowywali się na terenie zoo. Niedługo później zdechła kolejna, rzekomo z przejedzenia. Mało kto zadaje sobie pytanie, jak to się dzieje, że młode, zdrowe zwierzęta umierają tak szybko. W naturalnych warunkach potrafią żyć o wiele dłużej, choć same muszą zdobywać pokarm i nie raz stają oko w oko z groźnymi drapieżnikami. Mimo to serca im nie pękają ze strachu, żołądki dobrze pracują, po prostu potrafią sobie dobrze radzić z przeciwnościami losu. A żyrafy z łódzkiego zoo padają z byle powodu, albo i bez niego, jak to miało miejsce w przypadku ostatniej z nich. Odpowiedź na pytanie, dlaczego żyrafy zdechły, jest prosta, choć może niewygodna: zoo to nie jest dobre miejsce dla dzikich, egzotycznych zwierząt.



Historia ogrodów zoologicznych sięga czasów sprzed naszej ery. Zakładane, aby cieszyć oko władców, z czasem stały się dostępne dla szerszej publiczności. Wizyta w ogrodzie zoologicznym dostarczała rozrywki, ale miała też walory edukacyjne. Można było zobaczyć, jak wygląda fauna innych krajów. Na ogół podczas wizyt nikt nie zastanawiał się nad losem lwów, tygrysów, żyraf trzymanych w ciasnych klatkach lub na sezonowych wybiegach. Czy jednak w XXI wieku cały czas mamy prawo męczyć dzikie zwierzęta, zamykając je na tak małych przestrzeniach, w imię dostarczania niedzielnej rozrywki lub nawet w celach edukacyjnych? Uważam, że nie.

Dzieci, które nie chodzą do zoo może i coś tracą w porównaniu z rówieśnikami, którzy widzieli tygrysy i żyrafy zamknięte w klatkach lub na małych wybiegach. Ale myślę, że zyskują coś więcej w trakcie rodzinnych dyskusji na temat ogrodów zoologicznych i cyrków z tańczącymi słoniami.

Antropocentryzm polskiego społeczeństwa w podejściu do zwierząt nie przestaje mnie zadziwiać. W łódzkim zoo padły cztery żyrafy. To straszne, wiem. Ale nie mogę zrozumieć reakcji większości polskiego społeczeństwa, która w odruchu serca robi zrzutkę na monitoring w zoo (żeby chuligani nie straszyli zwierząt) lub zbiera środki na kupno kolejnej żyrafy, aby w ten sposób wypełnić pustkę w swoich sercach za pomocą nowego eksponatu za 25 tysięcy euro. Wszystko po to, by móc pójść do zoo w niedzielne popołudnie, nie myśląc o tym, jak czują się dzikie zwierzęta za kratkami.

Nie twierdzę, że takie miejsca jak łódzkie zoo powinny przestać istnieć. Ale twierdzę, że powinny zmienić swój charakter. Nie służyć rozrywce, ale ochronie i rozmnażaniu tych zwierząt, które są zagrożone wyginięciem. Tylko tych. O innych wystarczy poczytać, zobaczyć na zdjęciach, filmie, nawet trójwymiarowym, ale pokazującym je w naturalnym środowisku lub na wybiegach naprawdę dostosowanych do ich potrzeb. Twierdzę, że w polskich warunkach klimatycznych stworzenie takich warunków dla żyraf jest niemożliwe. A na pewno nie w łódzkim zoo, nawet gdyby jego obszar powiększył się dwukrotnie.

Już słyszę obrońców zoo, którzy odpowiadają mi, że przecież ogrody zoologiczne właśnie temu służą, że istnieją po to, by chronić zagrożone gatunki. Nawet na stronie łódzkiego zoo można przeczytać, że "na świecie istnieje ponad 2000 ogrodów zoologicznych. Ich zadania to obecnie hodowla oraz ochrona ginących i zagrożonych gatunków fauny. Te działania są równie istotne jak ochrona zwierząt i ich środowisk w naturze". Wszystko pięknie brzmi, ale to zwykła hipokryzja. Nie ma ani słowa o funkcji rozrywkowej, ani nawet edukacyjnej ogrodów zoologicznych. A w polskich zoo zaledwie 15% trzymanych zwierząt należy do gatunków zagrożonych.

Wolałbym, aby w ogrodzie zoologicznym można było zobaczyć zwierzęta żyjące w środowisku dostosowanym do ich potrzeb. Żeby spotykać tam ludzi pomagających tylko gatunkom zagrożonym wyginięciem lub chorym zwierzakom. A egzotyczne ssaki można przecież podziwiać na zdjęciach, filmach lub podczas zagranicznych podróży. Dlatego trzymam kciuki za to, by kolejne żyrafy nie trafiły do łódzkiego zoo, bo to nie jest dobre miejsce dla nich, jak i dla wielu innych, trzymanych tam zwierząt.
Trwa ładowanie komentarzy...