Minister Szumilas nie chce religii na maturze

W dzisiejszym wywiadzie dla TOK FM minister Krystyna Szumilas powiedziała stanowcze "nie" dla religii na maturze. Argumentowała, że religia jest nauczana w szkołach według programów Kościołów i związków wyznaniowych, a więc jako przedmiot spoza podstawy programowej nie może być zdawana na maturze. Dobrze się stało, że chociaż w tej sprawie stanowisko rządu jest jednoznaczne. Episkopat jednak nie odpuszcza i wciąż podtrzymuje, że "możliwość zdawania religii na maturze to kwestia uczciwości intelektualnej".

Przypomnijmy, jakie konsekwencje miałoby wprowadzenie religii na maturę? Przede wszystkim religia na maturze to dodatkowe obciążenie dla budżetu państwa, czyli dla nas wszystkich. Obecnie na potrzeby Kościoła katolickiego (głównie na oświatę katolicką, w tym finansowanie religii w szkołach) wydaje się rocznie około 2 miliardy złotych, a po wprowadzeniu odpisu podatkowego w wysokości 0,5% ta kwota się jeszcze zwiększy. Koszty przeprowadzenia i sprawdzenia matury z religii poszerzyłyby więc i tak już szeroki i wartki strumień finansowania Kościoła w Polsce.



Dodatkowo wprowadzenie religii na maturę pogłębiłoby dyskryminację osób niewierzących, niezdeklarowanych oraz przedstawicieli innych wyznań, których w danej szkole nie uzbierało się tylu, by zorganizować dla nich osobne lekcje. Te grupy już teraz są w gorszej sytuacji, bo na ogół nie mogą uczyć się o etyce, ateizmie czy na temat swojej niszowej wiary. Tylko teoretycznie jest równość dla wszystkich wyznań i nawet dla etyki. W praktyce wymóg uzbierania się minimum 7 osób powoduje, że w przytłaczającej większości przypadków próg ten przekracza tylko religia katolicka. A w tych sprawach powinno być wszystko albo nic - jeśli już religia jest obecna w szkole, to powinien mieć do niej prawo każdy wierny należący do jakiegokolwiek Kościoła zarejestrowanego w Polsce, nawet jeśli w danej szkole jest sam.

Dobrze byłoby, gdyby również osoby niewierzące miały wybór. Na temat ateizmu, etyki, humanizmu można opracować wartościowe i obszerne programy zajęć szkolnych. W polskim systemie edukacji w szkołach obecna jest właściwie tylko religia katolicka, a wprowadzenie jej na maturę pogłębi dyskryminację uczniów niechodzących na religię.

Warto podkreślić, że wprowadzenie religii na maturę byłoby jakościową zmianą egzaminu dojrzałości. Do tej pory można było go zdawać z przedmiotów mających status nauki lub co najmniej zorganizowanego systemu dobrze udokumentowanej wiedzy. Religia natomiast z nauką i wiedzą ma niewiele wspólnego, a historia pokazuje, że nieraz tym sferom było zupełnie nie po drodze.

Po ostatniej wypowiedzi biskupa Mendyka, który w ubiegłym tygodniu naciskał na rząd, by wprowadzić religię na maturę, w mediach społecznościowych toczy się ożywiona dyskusja na ten temat. Większość internautów, podobnie jak rząd, mówi "nie" dla religii na maturze. Strona protestu przeciwko planom episkopatu ma na Facebooku już ponad 10 000 fanów.

Ja również trzymam kciuki za panią minister, by wytrwała w swoim postanowieniu i nie ulegała kolejnym naciskom episkopatu. Wszak obecny rząd zrobił już wystarczająco dużo, by przypodobać się Kościołowi (czytaj np. Niewierzący zapłacą wyższy podatek dochodowy). Mam więc nadzieję, że tym razem dla podtrzymania dobrych relacji z biskupami nie zostanie poświęcony egzamin dojrzałości.
Trwa ładowanie komentarzy...